Pewien bogacz, znany ze swej przenikliwości i surowości, postanowił sprawdzić, komu z jego ludzi można powierzyć większe zadania. Wezwał do siebie trzech i każdemu z nich dał taką samą kwotę pieniędzy. Powiedział:
– Powierzam wam mój kapitał. Wracajcie do mnie za rok i pokażcie, co zdołaliście z nim zrobić.
Pierwszy od razu wyruszył na targ. Był pomysłowy, odważny i miał zmysł do interesów. Kupował tanio, sprzedawał drożej, inwestował w towary, które szybko znajdowały nabywców. Nie bał się ryzyka, a fortuna mu sprzyjała. Po roku wrócił z workiem pełnym złota. Kapitał pomnożył się kilkukrotnie.
Drugi postąpił podobnie, choć wybrał inną drogę. Sprowadzał towary z dalekich krain, inwestował w karawany handlowe, negocjował umowy z kupcami zza morza. Był cierpliwy i wytrwały. Gdy wrócił, również miał co pokazać – jego pieniądze rozmnożyły się niemal cudownie.
Trzeci zaś nie przyniósł nic. W dłoniach miał jedynie plik rachunków. Kiedy stanął przed bogaczem, spuścił wzrok. Bogacz spojrzał na niego surowo i powiedział:
– Dałem ci tyle samo, co pozostałym. Oni przynieśli mi bogactwo, a ty nie przyniosłeś nic. Jesteś leniwy i bezużyteczny.
Dwóch pierwszych obsypał pochwałami i nagrodami, a trzeciego zganił ostro i kazał mu odejść z pustymi rękami.
Wydawało się, że sprawa jest oczywista – dwóch pierwszych odniosło sukces, trzeci poniósł porażkę. Ale dopiero później wyszła na jaw prawda.
Pierwszy i drugi chwalili się swoimi zyskami, ale nie wspominali, że w drodze spotykali bandytów, że ich karawany były śledzone, że towary mogły zostać zrabowane. Nie mówili o tym, że rynek pełen był fałszywych monet i oszustów, którzy jednym podpisem potrafili zniszczyć cały interes. Nie przyznawali się, że kilkakrotnie byli o krok od utraty wszystkiego.
Z czasem okazało się, że trzeci człowiek swoje pieniądze wydał inaczej. Nie na handel i nie na ryzykowne inwestycje. To on opłacił strażników, którzy chronili drogi kupieckie przed rabusiami. To on zatrudnił pisarzy i świadków, którzy dbali, by umowy były uczciwie spisane i by nikt nie mógł ich później podważyć. To on wysyłał zwiadowców, którzy sprawdzali, czy towary nie zostały podmienione. To on wreszcie dbał o to, by karawany wracały całe, a kupcy dochodzili swoich praw.
Jego praca była niewidoczna, bo polegała na tym, by inni mogli bezpiecznie robić swoje interesy. On nie pomnożył kapitału, ale sprawił, że kapitał pozostałych nie został utracony. Gdyby nie on, pierwszy straciłby swoje towary już w połowie drogi, a drugi nigdy nie dotarłby do dalekiej krainy. To, że wrócili z workami złota, było możliwe tylko dlatego, że trzeci zainwestował nie w zysk, lecz w bezpieczeństwo.
Bogacz zrozumiał to ostatni. I dopiero wtedy dostrzegł, że choć dwóch pierwszych przyniosło mu bogactwo, trzeci w rzeczywistości uchronił je przed stratą. Bez niego cała wyprawa zakończyłaby się fiaskiem.
Morał: Nie każda wartość jest widoczna od razu. Sukces jednych często zależy od cichej pracy innych. Ten, kto pozornie nie przynosi zysku, bywa warunkiem tego, że zysk w ogóle istnieje.
Komentarz Autora: Ta bajka dobrze pokazuje sytuację compliance w bankach. Wyniki finansowe i zyski są widoczne i mierzalne. Trafiają na pierwsze strony raportów i prezentacji dla zarządu oraz akcjonariuszy. Funkcja compliance nie generuje natychmiastowych przychodów, nie przynosi worków złota. Przeciwnie – bywa postrzegana jako koszt, a nawet przeszkoda dla biznesu.
Jednak jej wartość polega na czymś innym. Compliance tworzy warunki, w których biznes może działać bezpiecznie. Opracowuje procedury, monitoruje ryzyka, zapobiega nadużyciom. Jego rola jest niewidoczna, dopóki nie wydarzy się kryzys. Dopiero wtedy widać, jak ważne było to, że ktoś zadbał o strażników na drogach, o wiarygodność kontrahentów i o to, by umowy były niepodważalne.
Dlatego oceniając wartość compliance, nie wolno patrzeć wyłącznie na natychmiastowy zwrot z inwestycji. Jego wkład to stabilność i ochrona, które sprawiają, że zyski są w ogóle możliwe. To inwestycja w bezpieczeństwo, które nie przynosi złota od razu, ale bez niego złoto nigdy by się nie pojawiło.
W świecie bankowości decyzje o inwestycjach, produktach i kierunkach rozwoju podejmuje się pod presją czasu i oczekiwań rynkowych. Ale każda z tych decyzji obciążona jest ryzykiem – prawnym, regulacyjnym, reputacyjnym. Compliance nie usuwa mgły, w której porusza się biznes, ale sprawia, że droga jest bezpieczniejsza. Dzięki niemu można inwestować odważniej, bo istnieje pewność, że podstawy są solidne.
Bogacz z bajki zrozumiał swój błąd. W bankach warto, byśmy wyciągnęli ten sam wniosek: doceniajmy tych, którzy stoją w cieniu, bo to oni sprawiają, że inni mogą błyszczeć w świetle reflektorów.
